To było niewyobrażalne. Niewyobrażalnie dobre. Nigdy, nawet w snach, nie marzyłam o takim szczęściu. Nie sądziłam, że ktokolwiek kiedykolwiek mnie tak uszczęśliwi.
-Wszystko w porządku, księżniczko? Czemu nic nie mówisz? -zapytał głos, którego mogłabym słuchać do końca życia.
-Czemu miałoby nie być dobrze? Przecież jestem Twoja.
~~~
Pewnie oczekujecie wyjaśnień. Sama chcę Wam to wszystko opowiedzieć, po to właśnie założyłam ten pamiętnik, a raczej zwykły zeszyt w kółka za 20 pensów. Nie będzie to jednak to taki typowy dziennik, ponieważ nie będzie tu dat, nie będę opisywać każdego dnia z najmniejszym szczegółem i nie będę kolorować każdego wpisu. Chcę tylko opowiedzieć historię, która w zasadzie odmieniła całe moje zycie. Dobry spojler, prawda? No to jedziemy.
~~~
Spojrzałam na ciemne niebo. Był to mój rutynowy spacer, jak codzień. Uśmiechnęłam się pod nosem, czując wibracje w kieszeni mojego płaszcza. Niespiesznie sięgnełam po komórkę, wiedząc, co za moment usłyszę.
-Gdzie ty, do cholery, jesteś?! Jest już ciemno! - usłyszałam krzyk matki.
-Już wracam - odparłam beznamiętnie, przewracając oczami. Co za déjà vu.
-Kolacja stygnie -usłyszałam głośne westchnięcie, a następnie dźwięk przerwanej rozmowy.
Ruszyłam powoli w stronę domu. Po kilkunastu minutach spaceru, skręciłam w swoją przecznicę, naciągając czapkę na głowę.
Nie rozumiałam mojej matki. Od kilku lat, niezaleznie od pogody i pory roku wychodziłam na kilkugodzinny spacer. Działo się to zazwyczaj po obiadzie, wtedy też wychodziłam na miasto i włóczyłam bez celu. Zawsze towarzyszyły mi słuchawki. To zdecydowanie była moja ulubiona część dnia. Mama powinna się przyzwycziać do mojej rutyny, a ona zachowywała się, jakby za każdym razem to było moje pierwsze takie wyjście.
Z drugiej strony nie potrafiłam się potawić w jej sytuacji. ona tez bardzo ciężko przeżyła wydarzenia z przeszłości, najwyraźniej wciąż nie dopuszczała do siebie myśli, że depresja, w którą swego czasu wpadłam, pozostała mi do teraz, a ja sama mam więcej pomysłów na śmierć, niż na życie.
~~~
Popchnęłam lekko metalową furtkę, wchodząc na posesję. Przelotnie rozejrzałam się po ogródku, omiatając wzrokiem także ciężkie drzwi i ścieżkę brukową. Wszystko na swoim miejscu.
Weszłam do domu, zdjęłam ukochane czarne trapery, kurtkę, a następnie udałam się do kuchni.
-Cześć, mamo.
-Katie, proszę, wracaj wcześniej, zobacz, jak już ciemno, jeszcze cię jakiś zbój napadnie...
-Mamo, nie nazywaj mnie w ten sposób - powiedziałam, ignorując wcześniejsze słowa rodzicielki - Co tam robiłaś, kiedy mnie nie było? - zapytałam, wkładając kolację do mikrofali.
-Trochę sprzątałam, czytałam książkę. Nic szczególnego, kochanie - mama troskliwie na mnie spojrzała.
Wyjęłam ciepłe frytki, nalałam sobie trochę keczupu i ruszyłam ku wyjściu, aby iść do swojego pokoju.
-Cat? Proszę, nie siedź do późna. Wyśpij się - złapałam się na przewróceniu oczami.
-Jasne, postaram się. Dobranoc - mruknęłam, wychodząc - Mamo, dobrze wiemy, że to będzie długa noc.
~~~~
Hej kochani! Oto pierwszy post na tym blogu, jestem pewna, że nie ostatni :) Pierwszy rozdział pojawi się już w sobotę za tydzien. Czekajcie :) / Julka.